niedziela, 11 listopada 2012

Nowosci z dzialki

Pojechali zrobic na dzialce jesienne porzadki. Czekala ich niespodziewanka w postaci kopcow kreta na trawniku.. Czym wobec tego jest lekkie przesuszenie czy mech..



wtorek, 21 sierpnia 2012

Sierpniowa zieleń



Winogrona już prawie gotowe


Długo oczekiwane mieczyki są piękne, ale nie spełniły w stu procentach oczekiwań Tydzika. Rabata pośrodku trawnika, nieosłonięta okazała się mało przyjaznym środowiskiem i wiatr połamał wiele z nich. Następnym razem Tydzik posadzi mieczyki na tle wyższych roślin.




Pojawiło się też nowe jedzonko






Działka - miejsce działań przeróżnych


Na działce Tydzika i Babuliny każdy znajdzie sobie jakieś zajęcie, a  efekty ich działań często są zupełnie nie z tej ziemi.






W przypadku niektórych odlotową czynnością jest choćby stawanie o własnych nogach


Ogólnie rzecz biorąc to kupa śmiechu




Nici z upraw

Tydzik, Babulina oraz Mama Tydzika przekonali się na własnej skórze, że nie ma co brać się za wysiew nasion jeśli nie ma się w planie niemal codziennych wizyt na działce. Wystarczyła kilkudniowa nieobecność i zapoczątkowana przez Mamę Tydzika hodowla przestała istnieć. Zresztą rośliny wysiane bezpośrednio na rabatę też nie robią dużo lepszego wrażenia. W przyszłości trzeba będzie zadbać o lepsze podłoże na rabatach i nie odpuszczać sobie nawadniania.



środa, 11 lipca 2012

Ogródki działkowe - przeżytek?

Nie zamierzałam nawiązywać do ostatnich dyskusji na temat sensu istnienia ogródków działkowych, ale odnoszę wrażenie, ze najgłośniej krzyczą ci, którzy nigdy takiego ogródka nie uprawiali oraz ci, których stać na dom z dużym ogrodem albo własną ziemię za miastem. Tym, którzy uważają istnienie ogródków działkowych za przeżytek ładnie odpowiedział Adam Wajrak. Oto link do artykułu :  http://wyborcza.pl/1,75248,12110288,Wajrak_broni_dzialek_i_odpowiada_Niesiolowskiemu_.html


wtorek, 10 lipca 2012

Działkowe nowości i żarłoczne osy

Akcja Osa już się odbyła, w końcu Babulina pojechał sam. Zajął się tylko gniazdami w ścianach. Nawet nic go nie zjadło. Wrócił do domu i powiedział : "Musisz tam pojechać, pełno zielska tam wyrosło, jakieś kwiatki...". To jest właśnie wrażliwość Babuliny na piękno przyrody, zielsko czy kwiatki - jedno licho. Tydzik oczami wyobraźni zobaczyła kwitnące czterdzieści mieczyków,  które osobiście zasadziła na rabacie.  Następnego dnia Tydzik poszła więc na działkę w ramach wieczornego spaceru z dzieckiem. Było jak zwykle pięknie, ale na mieczyki trzeba jeszcze poczekać.

Na razie nieśmiało czerwieni się jedna kanna, mikroskopijne nasturcje, ledwo od ziemi odrosły a już wydały pierwsze kwiaty.


 Przy domku w gąszczu różności pojawił się również kwiat wiciokrzewu, o którego obecności nawet nie wiedzieli.


Róże wczesną wiosną sprawiały wrażenie całkowicie przemarzniętych, zostały więc ucięte przy samej ziemi. Prawie wszystkie, ku ogólnemu zaskoczeniu, odżyły, wypuściły nowe pędy a nawet zakwitły. Niektóre bardzo obficie.


Wszędzie piszą, że funkie uprawia się dla ozdobnych liści a nie kwiatów. Tydzik w zasadzie się z tym zgadza, ale jak się  przyjrzeć, to kwiatki też wyglądają całkiem sympatycznie, prawda?


Całościowo rabata wygląda tak: 


...ale Tydzik ciągle czeka na mieczyki.

Ten martwy bąk wybrał miłe miejsce spoczynku. A może po prostu objadł się na śmierć?


Konik polny natomiast jest całkiem żywy.


A skoro już jesteśmy przy faunie, to wróćmy na chwilę to tematu os. Otóż ciekawostka: mimo, że Babulina zaklajstrował szpary pianką montażową, o, tak :

(dzieło Babuliny jak zwykle odznacza się dużymi walorami estetycznymi )

... to do następnego dnia osy wyżarły co najmniej jedną dziurę w piance i wchodzą sobie jak gdyby nigdy nic.







środa, 4 lipca 2012

Inwazja owadów

Niestety w beztroskim świecie Tydzika i Babuliny pojawiły się czarne charaktery. W właściwie żółto czarne i bzyczące. Zagnieździły się nie pytając o zgodę, w ścianach altanki. Tydzik stwierdziła ich obecność przypadkiem. Przebywając w środku usłyszała podejrzane skrobanie. Dokładniejsze zbadanie sprawy doprowadziło oboje do następującego odkrycia: są trzy gniazda os. Dwa w ścianach domku, jedno w ziemi.
 Tydzik czuje wyjątkową awersję, wręcz strach w stosunku do tych stworzeń. Babulina natomiast wręcz przeciwnie, mimo protestów Tydzika, postanowił sam rozprawić się z nieproszonymi lokatorami.
Akcja poprzedzona studiami forów internetowych i zakupem odpowiednich środków, miała się odbyć wczoraj.
Babulina zamierzał jechać sam, ale Tydzik nie chciała o tym słyszeć. Niepotrzebnie obejrzała kiedys film pt. "Rój" i już widziała oczami wyobraźni Babulinę atakowanego przez rozwścieczone owady w odludnym miejscu bez możliwości wezwania pomocy. Babulina ugiął się pod namowami Tydzika i poprosił swojego przyjaciela Pysława o towarzyszenie mu w akcji. Mieli zatem jechać po zapadnieciu zmroku. Tydzik poinstruowała Babulinę, żeby w pierwszej kolejności zajął się gniazdem w ziemi.
Tylko jak? Na jednym forum ktoś zaproponował zalanie wrzątkiem i polanie na wierzchu olejem. Brzmi strasznie niehumanitarnie, ale jak niby można wykurzyć je humanitarnie nie ryzykując ataku? Ktoś pisze wezwij straż pożarną lub profesjonalną firmę, ale czy oni zrobią to delikatniej? Trucizny też porażają układ oddechowy lub nerwowy owadów, więc bez cierpienia się raczej nie obejdzie. Poza tym jeśli w ogóle przyjadą, to trzeba będzie parę stówek wybulić, a Babulina uparł się, że załatwi to sam. Zwłaszcza po rozmowie telefonicznej z Teodorem, który potrafi wszystko, i oczywiście wielokrotnie usuwał gniazda os.
Można by jeszcze po prostu zrezygnować i tolerować ich obecność, ale wtedy prawdopodobnie ich przybędzie, a w końcu na działce przebywają dzieci. Półroczne niemowlę nawet się nie opędzi od natrętnego owada.
Co do gniazd w ścianach, nie ma tam dostępu. Plan jest taki: prysnąć środkiem w sprayu i zatkać otwory pianką montażową.
Tydzikowi jest z tym wszystkim bardzo źle, bo zamierzała tolerować a nawet pielęgnować wszystkie przejawy życia na działce. A tymczasem planuje z zimną krwią wytłuc prawdopodobnie setki os, już od jakiegoś czasu podtruwa mrówki, które opanowały większość działki, oraz pryska trucizną mszyce.

Burza pokrzyżowała Babulinie plany. Egzekucja została odroczona. a Tydzik ma więcej czasu na swoje dylematy moralne i poszukiwanie humanitarnych rozwiązań.



poniedziałek, 25 czerwca 2012

Wieczór na działce

Wieczorny klimacik działkowy


Tej, jak i kilku innych wisienek nie ma już na drzewku. O ich dalszy los należy pytać Babulinę.






Winogron będzie trochę więcej niż wiśni, może wystarczy dla Tydzika.


Hodowla sadzonek Mamy Tydzika. To będą niezapominajki. 


Grządka zapełnia się..


Tydzik niebawem przemaluje zestaw wypoczynkowy na jakiś ludzki kolor.


Takie cudeńka już u nas są.


Podobno nasturcja dorośnie w ciągu sezonu do 3 metrów długości. Ciekawe jak to możliwe, skoro  prawie dwa miesiące od posadzenia ma nie więcej niż pięć centymetrów...




To ptaszysko chętnie odwiedza działkę Tydzika i Babuliny. W dodatku wydaje dźwięki miłe dla ucha. Tydzik planuje zrobić coś w rodzaju poidełka dla ptaków, może pojawią się jego koledzy.









czwartek, 21 czerwca 2012

Japońskie inspiracje

Całe szczęście, że działka Tydzika i Babuliny  znajduje się w tak dogodnym miejscu. Z jednej strony na tyle blisko domu, że Tydzik może tam dojść z wózkiem w ciągu godziny, z drugiej, ta godzina to niejednokrotnie jedyna porcja ruchu w ciągu dnia.
Wczoraj wybrała się na działkę w godzinach popołudniowych i została tam do wieczora. A letni wieczór wśród zieleni to jest to, co Tydziki lubią najbardziej.


Domek, zupełnie niezamierzenie, nabiera klimatu japońskiego. Prawdopodobnie przyczynił się do tego pionowy ornament namalowany na drzwiach. Czy w Japonii często zdarzają się niebieskie domy? Właściwie to nawet ciekawy pomysł. 
Po namyśle Tydzik stwierdziła, że nie podąży tym tropem. Ogród w stylu japońskim to kosztowna i pracochłonna inwestycja. Żwir, kamienie, mech, wodospady... Prostota i harmonia. Może kiedyś w innym miejscu, przy innym stanie konta i ilości wolnego czasu. Ale można sobie chociaż pomarzyć...


Czyż nie podobny jest klimat dwu powyższych zdjęć?

I jeszcze więcej japońskich inspiracji:


Nie da się ukryć, że japoński klimat najlepiej na Tydzika działa w pochmurne dni. Kiedy na działce słońce praży, to nawet wywrotka żwiru, tona mchu i tysiąc bambusów nie zrobią z działki ogrodu japońskiego.

Ale.. taka bambusowa ozdoba, to by było coś.


Albo czerwony akcent


albo latarenka





Ten tok myślenia doprowadził Tydzika do pomysłu posadzenia w ogródku Miechunki rozdętej. Roślina ta pochodzi z Japonii, jest łatwa w uprawie a jej ozdobę stanowi piękny kielich wybarwiający się na czerwono.  

Najpiękniejsze dzieła sztuki tworzy natura. Tydzik jest urzeczona.



Po zasuszeniu kielichów miechunki można puścić wodze fantazji i wykonać jakąś ciekawą dekorację









wtorek, 5 czerwca 2012

Domek malowany - farbą i światłem

Światło na działce Tydzika i Babuliny potrafi zdziałać cuda. Tydzik nigdy nie ma aparatu gdy go potrzebuje, więc często posługuje się telefonem, co zresztą uważa za ostateczność.


Pod szybami znajdował się prowizoryczny inspekt. Ten eksperyment, zresztą tak jak wiele innych, się Tydzikowi nie udał. Ale przynajmniej odbicie ładne.


Domek zaczął być malowany. Trochę pędzlem, trochę natryskowo. Tydzik stwierdziła, że choć pędzlem idzie ciężej, to po drodze przynajmniej jest ciekawiej. Momentami zastanawiała się nawet czy nie pozostawić ściany niedomalowanej.
Każda ściana wygląda trochę inaczej, ponieważ Tydzik postanowiła nie psuć sobie przyjemności nadmiernym myśleniem i mieszała farby oraz pigmenty "na oko". Warto było, bo niedoskonałość jest wpisana w to przedsięwzięcie i stanowi o jego uroku. A Tydzik z chęcią wykorzystała okazję do spontaniczności.










Malowanie dopiero rozpoczęte, trawnik też daje z siebie wszystko.